wtorek, 15 sierpnia 2017

od jabłka poczynając rękoczyny


jabłko pastele


 granat - ćwiczebne - akryl


dwa granaty - ćwiczebne - pastel


liczi z uśmieszkiem akryl 5x5


granaty - pastele


 granaty - akryl


cytryna z kwiatem cytrynowym



niedziela, 24 maja 2015

Plener Gołaszewo 2015

Ten plener był dla mnie twórczy. Jakieś tam blokady odpuściły i odczepiły się ode mnie. Mogłam w końcu malować ... dużo fotowałam, robiłam filmiki, chodziłam na spacery i zbierałam siły. Życzliwość działa twórczo i tak było. 


Byłam na spacerze i ten piesek był tak śliczny, ze zrobiłam mu zdjęcie razem z nogami Pani Ewy Ziółkowskiej. Obraz otrzymał swój tytuł . Teraz będę malować Azusię - owczarka. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Te dzbanuszki to oczywiście wystrój  miejsca, w którym spałam. Kiedy przejdziesz się po zakątkach Agrofarmy, odkryjesz mnóstwo takich przedmiotów. Już wiem, które będę malować następne jeśli jeszcze pojadę tam na plener. To chyba będzie w Winiarni. 


Na pierwszym piętrze, pierwsze drzwi na prawo - właśnie tu malowałam, odpoczywałam, nabierałam sił, obrabiałam zdjęcia.



Kiedy zadzwonił telefon zaczęłam malować zamalowywane nieudane kwiaty. I tak to poszło. Myślę, zrobić cykl "zawikłanych spraw". Miałam świetny tytuł do tego obrazu już w trakcie malowania, ale nie zanotowałam i efekt taki, że powstał ten, tego...zamotało się po prostu. Kiedy skończyłam rozmawiać było gotowe. To taki obraz przedstawiający kobiece smutki z powodu różnych zawikłanych spraw w ich życiu. Marzenia są niczym piękne kwiaty, których nie sposób odtworzyć w realu. A potem tylko wszystko coraz bardziej może się skomplikować , jeśli w porę nie zatrzymamy tego procesu rozpaczliwego podążania za szczęściem, które sobie tylko w umyśle zaprojektowaliśmy. Po co komplikować życie skoro ono już samo się komplikuje. Czy nie lepiej zająć się  upraszczaniem życia? 
Nie liczyłam ilości elementów na obrazie. To przypadkowe pociągnięcia.


"Złote chmury - Gołaszewo " - pewnego dnia zobaczyłam ptaki na delikatnym drzewie . Niebo było tak malownicze, że sięgnęłam po aparat i zrobiłam zdjęcie. Postanowiłam namalować ten widok, bo tego dnia było bardzo nastrojowo , cicho . Śpiewały tylko ptaki, powiewał delikatnie wiatr, a chmury szybko przemieszczały się na tle nieba. Napotkać chmury, które są natchnieniem do malowania, to nie taka łatwa sprawa jakby wydawało się.


Migawki z terenu Agrofarmy w Gołaszewie - wiele miejsc do fotowania. Jestem tu po raz trzeci. I za każdym razem co innego mnie inspiruje. I każdego roku skupiam się zupełnie na innych tematach.




 Niezwykły zapach tych kwiatów. Tylko stać pod tym drzewkiem i delektować się aromatem .




Mam sentyment do motocykli. Kiedy usłyszałam warkot maszyny na plenerze musiałam strzelić fotę. Pierwszy raz dosiadłam dwukołowca kiedy miałam 14 lat. W tajemnicy wyjeżdżałam na drogi i przed siebie.  Było, minęło... kiedy oglądam te współczesne smoki oczy same świecą się. Nie mogę oprzeć się, by nie zrobić przynajmniej grafiki rastrowej. 











Dużo urodziwych drzew.




Niezwykły kształt : kolczykowe drzewo? 






Troszkę przypomniałam sobie akwarelki.



A tu szybka podmalówka do obrazu w pokoju, który użyczyła na czas pleneru Agrofarma.



Mam małą podmalówkę do tego ujęcia. Tylko wykończyć.



Dużo artystów nawiedza Gołaszewo.








 Ach te kwiatowe pompony...



Pora pakować się i do domku...



A teraz trochę wspomnień :
W poprzednich latach namalowałam duży obraz szpachlą: maki na łące, został w Gołaszewie i nie mam żadnej fotki.


Pamiętam te bordowe , piękne, prawie 1,5 metrowe lub wyższe , piękne lilie. Stałam ze sztalugami i blejtramem przed tymi kwiatami i zapomniałam, że słońce tego dnia prażyło ostro. Po prostu poniosło mnie. Moja spalona szyja-kark była w opłakany stanie. Mam ten obraz do dziś i mile wspominam urodę tych kwiatów. Pąki były jak stojące podłużne, nadęte worki. Coś pięknego. Nigdy potem takich lilii nie spotkałam ani na Agrofarmie, ani w innym miejscu.


" Kot, któremu wolno milczeć." Tytuł nie bez powodu. Tak się dzieje czasami. 

2014:


"Kompostownik" - szukałam natchnionego miejsca do malowania. I kto by przypuszczał, że tym wyjątkowym miejscem okaże się właśnie zwyczajny kompostownik porośnięty niezwykłymi makami. W trakcie malowania przyszedł pan ogrodnik, by zrobić większy wykop. Dał się uprosić, by chociaż jeszcze na godzinę zostawił wszystko w tym miejscu jak do tej pory i mogłam malować dalej. Bardzo lubię ten obraz. Został na plenerze.


 To był plener pod tytułem : "Dziury". I taką natchnioną dziurę napotkałam po prostu w płocie na kształt serca. Wyszła taka mała sielanka. 
Po trzech dniach musiałam zjechać nagle z pleneru. Porażenie słońcem i kilka spraw innych. Był upał, a kiedy zaczynam kręcić kamerką lub robić zdjęcia zapominam o całym świecie. I takie efekty potem. obraz został na plenerze. 


A to dziury w płocie 2014: 






To, czego nie można namalować, dobrze jest w inny sposób zarejestrować. 
Za kilka godzin zaczynam malować.

A to małą przygoda z niecierpkiem. Zostawiłam kwitnącego bidula w pojemniku z wodą. Kiedy weszłam do domu po powrocie z pleneru....poczułam żałobę ...wow....sory...pojemnik był dziurawy i woda wyciekła pozbawiając niecierpka ratunku i bezpieczeństwa. Po namyśle zalałam go dosłownie wodą i na zewnatrz i do nowego pojemnika. wystawiłam na balkon i ....to naprawdę lubię. Ożył !!!!




Upłynęło kilka godzin i mój bidul-niecierpek wrócił do życia. Bardzo mnie to cieszy. Poniżej fotka z odratowanego kwiatka.


Od soboty do niedzieli upłynęło trochę czasu i jak widać niecierpek nabiera sił, pączki rozrosły się ...kto by uwierzył, że woda uzdrowi to delikatne roślinne stworzenie... pobudzi do życia i kwitnienia.


Kilka lat temu kupiłam białego niecierpka. Wszystkie jego kwiatki patrzyły mi prosto w oczy jak wierny pies. Tylko brakowało smyczy. Podlewałam go i doglądałam. Kiedy przechodziłam z pokoju do pokoju lub do kuchni czy na balkon to zabierałam go ze sobą . W doniczce oczywiście. Nie mogłam nie tylko nadziwić się co to za więź się zrodziła - podziw dla natury najpewniej zaistniał. Białe kwiatki wyglądały  jakby chciały wyskoczyć z tej doniczki. I wyjechałam na chwilę a potem okazało się , że na tydzień lub więcej. Niecierpek został w domu w kuchni na podłodze. Nie dawałam mu szans. Nie był zabezpieczony w wodę. No...tęskniłam do tych białych kwiatków. Jakie było moje zdziwienie po przyjeździe do domu. Pierwsze kroki skierowała do kuchni przygotowana zgarnąć resztki po roślinie do śmietnika. I co widzę? Znasz to uczucie , kiedy wracasz do domu, a wierne oczy Twojego psa wpatrzone są w Twoje oczy i widzisz radość z Twojego powrotu? I podobnie było z moim niecierpkiem. Wchodzę do kuchni a on patrzy całym swoim świeżym, pełnym rozkwitem jakby miały pielęgniarza ogrodowego 24/h ; Każdy kwiatek z osobna prężył się swoja urodą i nie mogłam napatrzeć się śmiejąc się do niego jak do psa.
Nigdy więcej już nie powtórzyła się podobna historia o podobnej więzi podziwu dla natury. Tak jak nie z każdym psem czy kociakiem wykształci się wzajemna bliska relacja. To był niezwykły kwiat. Zdarzają się  niezwykłe kwiaty.

Pozdrawiam Cię...  
Krystyna Melita.